POZNAŃ – 1/3

Z każdym moim wpisem wiąże się ta sama historia. Gdzieś byłem, bo tam pojechałem, bo chciałem. W trakcie robię zdjęcia, z których nie jestem zadowolony, a na koniec meczę tekst bo przecież wypada coś napisać bo ze zdjęć nie widać. Schemat trudny jak modelina w dywanie.

Wyskok do Poznania.

Po namowie Wojtasa z #CTT, choć długo mnie nie namawiał ustawiliśmy się w Rybojadach. Cel między Gorzowem, a Zieloną. Po równo, Sprawiedliwie.

Wystartowałem i czułem, że będzie zajebiście. Pogoda się zgadzała, noga też. #Pendolino. Przeleciałem część drogi bokiem S3, troszkę asfaltów więcej szutru ale ok. Lubię to! Skwierzyna, opustoszałe Głębokie szybko pyknęły. W Międzyrzeczu postanowiłem zmierzyć się z barierkami co kosztowało mnie wiele cennych sekund i bólu. Koń cały ja prawie też. Szybki kebsik, piwerko na znieczulenie i ogniem do celu. Dotarłem mocno przed czasem. Szybki zakup znieczulaczy i po chwili pojawił się on, odjebany cały na czarno. Bocian. Musiał nieźle gnieść skoro ja wyjechałem sporo wcześniej, a mieliśmy ten sam dystans do pokonania. Człowiek #maczeta .

Rybojady spoko miejsce. Standard sklep, jezioro, las. Ale jaki las. Miejscówkę ogarnęliśmy w dole leśnym. Taki leśny #hilton. Jak zawsze rozmawialiśmy przy ogniu do rana popijając wykwintne trunki, aż do samego końca. Rano obudził mnie chłód więc była już pora na śniadanie. Tym razem na bogato. Amerykańskie wojskowe porcje żywnościowe. Cudo.

Ruszyliśmy na Poznań jak nowi. Żartowałem. Naturalnie zblazowani ale droga była szybka. Jeden odcinek był trudny ale chcę o nim zapomnieć. Do Poźka dotarliśmy planowo co jest w sumie niezwykłe w naszym przypadku. Zameldowaliśmy się u Sary, która razem z Boćka Korą przywitały nas piwskiem i michą. Ideolooo. Taki finał trasy to ja kocham. Dziękuję! Dalej już tylko było szybkie odhaczanie misji. Spotkanko z ekipą #Brak, latanie po mieście, picie piwa…
Nazajutrz kontynuowaliśmy misje. Kawka w #Vandalu z ultra miłymi ludźmi z #HOCOO i jazda po mieście, czilowanie, dzień zakończony picuchą w prawilnym #SZTOSIE.
Dobra pizza i ludzie. Wszystko ekstra ale za krótko. Na finał trzasnąłem sprint do Kejsiego pod uczelnię, który uratował mnie przed powrotem pekapcem.

Dzięki wszystkim, było naprawdę twórczo! 1 z 3 zaliczone. Następne miasto Szczecin i kolejne podejście do nie udanego wypadu do Zielonej. Ten trójkąt muszę w tym roku zaliczyć.

Jeśli macie ochotę przeczytać zgrabniejszy tekst i zobaczyć lepsze zdjęcia odsyłam was do Wojtasa na Blog Coffee Tea Trip.

AVE! +235

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s